Konstruktywna krytyka?
Ostatnia wizyta w naszym kraju prezydenta Rosji oraz podróż Bronisława Komorowskiego do USA zostały uznane za sukcesy dyplomatyczne. Nie tylko zresztą przez naszą opinię publiczną, ale również przez media zagraniczne.
Niestety nie wszyscy podzielają ten pogląd. Opozycja sejmowa, w tym wypadku akurat PiS, ma inne zdanie. Krytykuje spotkania jako bezowocne i nic nie zmieniające. Czy jest to konstruktywna krytyka? Wątpliwe. Nie padają bowiem ze strony oponentów rządu żadne konkretne zarzuty, a jedynie nieustanne pretensje. Jest to więc zagrywka czysto pijarowska. Krytykować, krytykować i jeszcze raz krytykować.Czy jest to jednak odpowiednia metoda pozyskiwania wyborców? Raczej nie. Dziwne, że do tej pory nie zauważyli tego ludzie tworzący obraz Jarosława Kaczyńskiego. Wydaje się, że ich strategi bardziej szkodzi wizerunkowi prezesa PiS-u niż mu pomaga.
Gorący temat
Jak wiadomo poszczególne tematy w polityce nakręcane są przez media. Niedawno codziennie mogliśmy usłyszeć o walce z dopalaczami, co de facto zrobiło bardzo dobry pijar dla obecnie rządzącej władzy. Teraz kwestia ta, choć wcale do końca nie rozwiązana, gdyż dopalacze można zamówić przez internet, nie jest prawie w ogóle poruszana. Temat został wyczerpany. Potocznie mówiąc „przejadł się”.
Nie pozostaje więc nic innego jak znaleźć inny. I tu z pomocą przychodzi rząd, który podejmuje kolejną wielką bitwę. Tym razem chodzi o zniesienie finansowania partii. Dziennikarze przedstawiają więc polityków będących za jako prawych i demokratycznych, natomiast przeciwników jako zwykłych krwiopijców. Nikt nie próbuje odszukać istoty sporu, np. tego że duże partie nawet bez finansowania z budżetu zapewne znajdą bogatych sponsorów, którzy w zamian za przysługi chętnie wyłożą kilka milionów na kampanie wyborcze.
Wielkie sprzątanie
Wybory samorządowe się skończyły. Jednak zapomnieć o trwającej kampanii nie jest łatwo. Przynajmniej mieszkańcom miast, którzy nadal widzą swoje miasta oblepione plakatami wyborczymi. I wcale nie jest to widok ładny. Plakaty są już bowiem wyblaknięte, porwane, a mimo to znajdują się na każdej tablicy, płocie, budynku. Czas by posprzątać po agencjach reklamowych. A sprzątanie zapowiada się na wyjątkowo długie.
Każdy komitet jest zobowiązany do usunięcia swoich plakatów wyborczych i reklam po odbytych wyborach. Jak widać jednak po budynkach nie jest to takie proste. Łatwiej jest bowiem znaleźć agencję, która zajmie się reklamą niż firmę czy osoby, które zechcą potem usuwać dzieło speców od marketingu. Komitety nie mają jednak wyboru, gdyż za nie posprzątanie po sobie mogą zostać ukarane.
Maskotka EURO
Sławek, Siemko czy Klemek? Te trzy imiona startują w konkursie do tego aby zostać nazwą maskotki Euro 2012. Nie są to imiona popularne w Polsce, ale być może to się niedługo zmieni.
O ile imiona, choć nietypowe, zapewne nie wzbudzą większych emocji, o tyle sama maskotka już tak. Przedstawia ona chłopca noszącego barwy biało-czerwone. jak wypowiadają się kibice tego sportu nie przedstawia on sobą żadnych symboli ani wartości. Zachwytu więc nie ma. Niestety pomysłodowacy maskotki nie udzielają wywiadów i nie tłumaczą dlaczego akurat podjęli taką decyzję. Czy maskotka się przyjmie? Nie ma innej opcji, aczkolwiek wątpliwe jest by stała się ona jakimś popularnym symbolem. Chociaż kto wie? Czasem właśnie jest tak, że to te niepopularne rzeczy najdłużej zapadają w pamięć.
bilbordy
Wybory samorządowe coraz bliżej. Widać to po niezliczonej ilości bilbordów, plakatów, ulotek. Jest ich tak duże, że oblepione są nimi w całości już nie tylko słupy reklamowe, ale również ogrodzenia domów, szyby klatek itp. O ulotkach już lepiej nie wspominać. Nikt ich nie czyta, a większość ląduje w koszu. Skoro tak to dlaczego kampania jest prowadzona w ten sposób? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jest to sposób najtańszy. Łatwiej jest bowiem zamówić w drukarni partię plakatów niż zorganizować spotkanie z ewentualnymi wyborcami. Na spotkaniu bowiem oprócz dobrej prezencji trzeba też dysponować dobrymi argumentami. A tego najwidoczniej boją się startujący. W końcu nie wiadomo czy przypadkiem nie zostanie się publicznie ośmieszonym. Dlatego też jesteśmy skazani, najpierw na zasypywanie ulotkami, a następnie ich sprzątanie.